GIBRALTAR



Po przekroczeniu granicy należy jeszcze przejść przez pas startowy dla samoltów. Z powodu szczupłości miejsca wybudowano go w poprzek wąskiego przesmyku łączącego wielką skałę, (na której leży Gibraltar) ze stałym lądem. Kilka razy w ciągu dnia przejście jest zamykane, aby samolot mógł wylądować lub wystartować.

Mimo że samochody jeżdżą po prawej stronie; mimo że hiszpański słychać częściej niż angielski; mimo wysokiej temperatury; nie ma wątpliwości, że Gibraltar to już nie Hiszpania. Inna zabudowa; flagi brytyjskie; w księgarniach książki w języku angielskim (widzę przewodnik po Sierra Nevada, ale nie tej, opisuje on góry w Stanach Zjednoczonych, prędko się chyba nie sprzeda :-), pewnie zamówili przez pomyłkę); ludność zróżnicowana etnicznie; irlandzkie piwo (korzystam i poprawiam swój rekord co do miejsca gdzie najdalej na południe piłem piwo).

Dominują Hiszpanie, którzy przyjechali tu na zakupy. Gibraltar słynie jako miejsce gdzie można kupić tanio elektronikę, w tym i sprzęt fotograficzny. Towary i usługi dla normalnego turysty sporo droższe niż w Hiszpanii. Oficjalną walutą jest funt gibraltarski (ta sama wartość co funt brytyjski), ale można również płacić w euro. Choć jeżeli ktoś planuje większe zakupy to korzystniej wyjdzie wymiana pieniędzy w kantorze, gdyż przelicznik u sprzedawców na ogół nie jest zbyt korzystny.

Moim głównym celem jest najwyższy szczyt Gibraltaru, The Rock - 419 m. Główna grań ma przebieg południkowy. Są tam dwie kulminacje mogące pretendować do miana najwyższego punktu Gibraltaru, skrajnie północna i skrajnie południowa. Ze zdjęć i oglądu z dołu trudno rozstrzygnąć która jest wyższa. Na północnej znajduje się obserwatorium astronomiczne, a na południowej baza radarowa obrony przeciwlotniczej. Pomiędzy nimi, mniej więcej w połowie, znajduje się górna stacja kolejki linowej. Można tu liczyć na dwie atrakcje. Pierwsza to widoki. Ta zawiodła, gdyż prawie cały czas jestem w chmurach. Druga to małpy. Ta nie zawiodła. Wiedzą że mogą tu liczyć na darmowe jedzenie (prezent od turystów, ewentualnie rabunek). Jest to jedyne miejsce w Europie gdzie małpy żyją na wolności. Turystów traktują jako łatwe źródło pożywienia. Spokojnie, nie zjadają. Jedynie kradną jedzenie, a jeżeli przewaga fizyczna homo sapiens sapiens im na to nie pozwoli, to próbują przynajmniej je zniszczyć, np. rozrywają reklamówkę, rozrzucają jedzenie i szybko uciekają. Większy respekt czują jedynie wobec pana w czerwonej koszulce z miotłą w ręce. Gdy tylko pojawiają się w pobliżu stacji kolejki linowej, pojawia się i on. Małpy ewakuują się na urwisko po wschodniej stronie ściany, gdzie już nikt im nic nie może zrobić.

Na terenie stacji kolejki znajduje się sklepik, gdzie chcę się dowiedzieć, która kulminacja jest wyższa. Północna czy południowa? Niestety chmury nie pozwalają stwierdzić tego na własną rękę. W sklepiku za kasą siedziało monstrum, które kategorycznie nie życzyło sobie by mu przeszkadzać w pracy naukowej. Przypuszczam, że były to badania geologiczne. Najpierw wykonano odwiert (dłubiąc palcem w nosie), pobrano próbki, przeprowadzono analizę (metodą organoleptyczną). Wyniki chyba były interesujące (ciche i łagodne mlaskanie), a i perspektywy na opłacalność ekonomiczną przyszłego wydobycia całkiem interesujące (błogi uśmiech na twarzy). Niestety zmąciłem tą miłą chwilę swym pytaniem. W odpowiedzi usłyszałem, że właśnie się znajdujemy na najwyższym punkcie Gibraltaru. Na moje nieśmiałe uwagi, że to absolutnie niemożliwe, wszak na zdjęciach wyraźnie widać, iż najwyższego szczytu Gibraltaru należy szukać na północnych lub południowych krańcach Skały (a i Monstrum bywające tu również w dni bezchmurne powinno mieć tego świadomość) zostałem pouczony, że to nie informacja turystyczna, a skoro już się tak nieuprzejmie i natarczywie dopraszam o radę to najlepiej zrobię, jeżeli zdobędę szczyt północny. Nie uwierzyłem i poszedłem na południe.

Idę wąską, asfaltową alejką, raz w górę, raz w dół, cały czas zachodnim zboczem (wschodnie to niemal pionowe urwisko). W pobliżu grani przechodzę przez ruiny bunkrów i skracam sobie drogę przesmykiem wśród krzaków do następnej alejki, wzgardzając zaczynającą się tu niezbyt wygodna ścieżką, prowadzącą w górę po grani. Alejką docieram do stacji radarowej obrony przeciwlotniczej. Dla NATO jest to jeden z najlepszych punktów do jego ustawienia. Tu droga się kończy. Są za to dwie bramy. Północna i południowa. Obie zamknięte. Przy południowej widać wąską ścieżkę. Idę nią, wyprowadza ona w pobliże ogrodzenia. Postanawiam zabawić się w agenta 007; tym chętniej, że sądząc po zrobionych dziurach w ogrodzeniu nie jestem pierwszym, który myśli o najwyższym szczycie Gibraltaru. Dodatkowo zachęca brak osób po drugiej stronie ogrodzenia, jak i chmury co chwilę zasłaniające grzbiet.

Za ogrodzeniem, kamienne schody, prowadzące w dół urwiska, po wschodniej stronie grani. Mnóstwo kabli, drutu, anten. Dochodzę do platformy z której widać iż w kierunku południowym nie ma nic wyższego. Na północ teren się podnosi i pojawia się kolejne ogrodzenie. Na szczęście i tu jest dziura. Docieram do kulminacji. Jest to grań długa na parędziesiąt metrów (ciągnie się stąd w kierunku północnym), zarośnięta kolczastymi krzewami, mocno odrutowana i okablowana, w paru miejscach wystają anteny (pierwsza niemal obok miejsca gdzie stoję). Ponieważ ciężko na oko stwierdzić gdzie jest ten upragniony najwyższy szczyt, postanawiam przejść ją całą. Najpierw schodzę jednak trochę w dół, do alejki prowadzącej od bramy północnej dalej na północ. Przechodzę nią około 100 m. Widać jakiś większy budynek, a nad nim radar. Na szczęście stoi on na wzniesieniu trochę niższym niż "moja" grań (więc nie jest to najwyższy szczyt), choć sam czubek radaru może sięgać rochę wyżej. Ponieważ obawiam się, że może ktoś tu być, czekam aż przysłoni mnie chmura i dopiero wtedy wchodzę na grań, którą powoli przesuwam się na południe. Mogę obserwować, iż bardzo minimalnie się ona wznosi. Najwyższy szczyt Gibraltaru wypada niemal dokładnie w tym miejscu, do którego doszedłem na początku, nim zdecydowałem się zejść do alejki, na niemal skrajnie południowym końcu "mojej" grani, tuż obok tej "pierwszej" anteny. Robię zdjęcie, a dla oznaczenia tego miejsca stawiam na nim torbę fotograficzną. Przez chwilę podziwiam widoki na Morze Śródziemne, statki na nim i na afrykańską skałę Ceuty.

W drodze powrotnej adrenaliny dostarcza spotkanie dwóch osób. Na szczęście okazuje się, że to nie żadni strażnicy tylko dwójka turystów. Na chwile wyłania się również i północny wierzchołek skały. Ten, który Monstrum w sklepiku stacji kolejki linowej polecała jako najwyższy. Wyraźnie widać, że jest on znacznie niższy od wierzchołka południowego ("mojego").

To już koniec, obejrzyj proszę dział

=> LINKI

⇑ Powrót na początek strony ⇑
© BS, 2006-2016, sierranevada.suder.cc