|
|
|
STRONA GŁÓWNA
Hiszpania (a zwłaszcza Andaluzja) raczej nigdy mi się dobrze nie
kojarzyła. Ot taki teren komercyjnej turystyki; plaże, knajpy, zabytki i tak
w kółko. A jak jeszcze usłyszałem Picasso to już flaki zupełnie wywracały mi
się na drugą stronę. Aż przyszedł czas że skojarzyłem iż to właśnie tu
w Górach Betyckich znajduje się pasmo Sierra Nevada
- europejskie góry rekordów. Trzeba było jechać mimo wszystko. Czego się nie robi
dla kolekcji. W górach będzie fajnie, a tą andaluzyjską tandetę
(o którą z konieczności trzeba będzie się otrzeć) jakoś wytrzymam.
W końcu nie potrwa ona długo, poza górami będę tylko przejazdem.
Rzeczywistość na szczęście okazała się całkiem inna. Góry były nawet ciekawsze niż się
spodziewałem. Ale najbardziej zaskoczyła mnie
Andaluzja.
Egzotyczna roślinność,
wspaniała pogoda, świetne jedzenie. Drogi poprowadzone w górzystym terenie,
w koło pełno wzniesień porównywalnych z naszą Babią Górą, co
w połączeniu z sadami w których uprawia się oliwkę
dawało całkiem przyjemny krajobraz. A do tego ludzie bardzo sympatyczni, zupełnie
odbiegający od moich wcześniejszych wyobrażeń na ten temat. Wrażenia tak pozytywne że
gdybym miał się jeszcze raz urodzić i miał wybór gdzie, to kto wie czy nie wybrałbym
Andaluzji.
Pierwsze wrażenia po przylocie do Malagi (pomijając temperaturę) to rozkład
najbliższych odlotów. Na dwanaście najbliższych wylotów aż dwa są do Polski
i aż dziesięć na Wyspy Brytyjskie. Po drugie, o godzinie
siódmej rano jest jeszcze ciemno! Ale nie ma się co dziwić, obowiązuje ten sam
czas co w Polsce, a przecież to już zachodnia półkula. Ta sama długość
geograficzna co w Wielkiej Brytanii. Za to zmrok zapada dużo później niż
w Polsce.
Zaskakuje też bardzo duża ilość barów (jestem skłonny uwierzyć że rzeczywiście
w Hiszpanii jest ich najwięcej na świecie) i kompletny brak sklepów
spożywczych oraz księgarń. Albumy i przewodniki są w sklepach
z pamiątkami. W miastach bardzo pięknie odrestaurowane centra. Zwłaszcza
w Maladze. Polskie miasta zupełnie im nie dorównują. Nie ta liga. Chodząc po
miejskim bruku (a właściwie marmurze) ma się ochotę zdjąć buty i przejść
się boso.
Po przyjeździe do Grenady okazuje się że jedyny autobus do Pradollano
w Sierra Nevada już odjechał. Następny dopiero jutro. Choć nie jestem
wielbicielem zabytków nie pozostaje nic innego do roboty jak odwiedzić słynną
Alhambrę; zespół pałaców, zamków i parków wybudowany
w średniowieczu przez muzułmańskich władców Grenady.
Przyjemne miejsce w gorący dzień. Mnóstwo fontann, strumyków
i baseników. Wiele sal wyłożonych pięknymi marmurami. Bardzo dużo odwiedzających.
Teren bardzo rozległy, kilka zespołów pałacowych. Wszystko wśród parków
z egzotyczną roślinnością. Można również podziwiać widoki na pasmo Sierra Nevada
lub Granadę.
Przy okazji odkrywam w plecaku że zamiast koszulki z długim rękawem
w pośpiechu przedwyjazdowym zabrałem ciepłe kalesony (identyczny kolor).
A następnego dnia już
=> SIERRA NEVADA
|
|